Pomnik św. Jana Nepomucena

Opowieści o poznańskich fontannach i studzienkach nie rozpocznę wcale, od Bamberki, czy Prozerpiny ale od św. Jana Nepomucena, którego pomnik znajduje się w południowej części Starego Rynku, między pawilonami Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego i Odwachu, na wprost wlotu ul. Wrocławskiej.

Na wysokim cokole stoi pochodząca z 1724 roku, charakterystyczna, barokowa rzeźba przedstawiająca św. Jana Nepomucena. Postać tego świętego nie była w żaden sposób bezpośrednio związana z Poznaniem. Jan Nepomucen był wikariuszem generalnym biskupstwa praskiego, który nie złamać tajemnicy spowiedzi i nie zgodził się wyjawić królowi grzechów, które wyznała mu królowa. Poddany został torturom, a w końcu utopiony w Wełtawie w 1393 roku. Wkrótce po tym – jak donoszą kronikarze – dzięki jego wstawiennictwu, zaczęło dochodzić do licznych cudów. Jan Nepomucen został wyniesiony na ołtarze, i stał się „świętym od wody”, do którego ludzie modlili się by odwrócić od ich domostw groźbę powodzi. Figury z charakterystyczna postacią bardzo się rozpowszechniły w tych rejonach Polski, które nawiedzane był przez powodzie.

Ustanowienie w 1724 roku na poznańskim rynku pomnika św. Jana Nepomucena, pokazuje jak poważnym problemem dla naszego miasta były nawiedzające je regularnie powodzie, skoro przeznaczono dla tego świętego tak reprezentacyjne miejsce. Przypomnieć należy, że na początku XVIII wieku Warta znajdowała się znacznie bliżej Starego Rynku bo płynęła starym korytem, między Groblą a Chwaliszewem, a jej drugie ramię płynęło obecną ul. Mostową. Wylewy rzeki były bardzo poważne, na co wskazuje choćby tabliczka umieszczona na starorynkowej kamieniczce pod numerem 50 wskazująca na poziom wody podczas powodzi w 1736 roku, gdy mimo że święty chronił już miasto od 12 lat, płyta rynku znalazła się ponad 1,5 metra pod wodą.

Zadaniem św. Jana Nepomucena była ochrona w tragicznych momentach miasta przed powodziami. Wody jednak w mieście częściej brakowało, stąd fundowane licznie studzienki i fontanny, o których właśnie będzie ta opowieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *